czwartek, 11 czerwca 2015

Oban 14 Year Old

Oban to jedna z najbardziej odizolowanych destylarni szkockiej whisky w całym kraju. Właściwie jedyna na zachodnim wybrzeżu głównego lądu, obok Ben Nevis jedna z dwóch, które zaliczają się do regionu zachodnich Highlands, do każdej sąsiedniej destylarni daleko. Jest też o tyle osobliwa, że znajduje się wśród zabudowań miasta, a nie na terenach pozamiejskich. Powstała w 1794 roku za sprawą rodziny Stevensonów i przyczyniła do rozwoju miasta Oban, które wówczas było wioską rybacką. Do 1866 roku pozostawała pod skrzydłami tej rodziny, po czym walała się od jednego do drugiego właściciele, by dziś wchodzić w skład, a jakże, Diageo.

Oban, destylarnia bardzo mała, oferuje tylko jedną regularną, rocznikową wersją: właśnie 14-letnią, którą mam przed sobą - i Distiller's Edition, choć oczywiście zdarzają się i bardziej specjalne wersje. Oban zajmuje ważne miejsce w moim sercu (choć jeszcze żadnej wersji nie próbowałem do dziś), bo jestem szczęśliwym posiadaczem 32-letniej edycji z 1969 roku, bezsprzecznie największej perły mojej kolekcji (i pewnie jednym z ostatnich posiadaczy, jako że ledwie 6000 butelek wyszło na świat już 13 lat temu). Nie mam pojęcia, jaka okazja musi się trafić, żebym ją otworzył, więc póki co skoncentruję się na podstawce.

Informacje ogólne:
Gatunek: szkocka whisky single malt
Region: zachodnie Highlands
Destylarnia: Oban
Wersja: 14 Year Old
Maturacja: 14 lat
Alkohol: 43% 

Jasnobursztynowa, klarowna, prosta i ładna. Bardzo ładny, delikatny, ale bogaty zapach, łączący po trochę wszystkiego - rządzi bardzo przyjemna, okrągła słodowość, dalej spore ilości drewna leciutko tylko podszytego wanilią, ponadto trochę rześkości pomarańczy i może innych owoców, szczypta toffi, cukier trzcinowy, leciutkie smagnięcie dymem - piękna kompozycja, skropienie wodą za bardzo jej nie ruszyło, może trochę podbiło udział drewna. W ustach również dość słodko, rozgrzewająco, ale nie tak łagodnie, trochę pieprzowej mocy przenika, woda ją łagodzi. Pieprz zdobywa sobie również początkową fazę po przełknięciu, po czym zaraz whisky zmienia kierunek na bardzo intensywnie słodki, czekoladowo-owocowy - dla odmiany w porównaniu z zapachem, na finiszu jest dość prosto (pieprz i słodycz), acz również przyjemnie (podobnie jak w aromacie, skropienie wodą nic specjalnie nie zmieniło).

Troszkę zawód. Po 14 latach maturacji można oczekiwać odrobinę więcej. Podobnie jak już w paru innych podstawkach, smak nie nadążył za zapachem. Bardzo dobry trunek, ale trochę szkoda pieniędzy w obliczu wielu lepszych i równie kosztownych albo nawet tańszych single maltów, bo nie jest też specjalnie oryginalny. Mam tylko butelkę 0,2 (teraz jakieś 0,15) i innej kupować już nie zamierzam.

7.5/10

sobota, 6 czerwca 2015

Ardbeg Ten Years Old

W końcu coś ostro torfowego. Ardbeg należy do kręgu tych whisky, do których ciągnie mnie najbardziej, czyli właśnie takich. Należy też do świętej trójcy torfiaków obok Laphroaig i Lagavulin. Powstawała na przełomie XVIII i XIX wieku i od początku do dziś była raczej niewielką destylarnią, przez co być może tym bardziej kultową. Wpadała w różne ręce, miewała problemy finansowe, nawet niedawno, bo niespełna 20 lat temu została zamknięta (by zaraz powrócić do życia pod okiem nowego inwestora), ale dziś, wchodząc w asortyment koncernu Louis Vuitton Moët Hennessy, wiedzie jej się świetnie, o czym świadczy fakt, że bardzo młode destylaty sprzedają się bez problemu po niewspółmiernie do wieku wysokich cenach.

Ja zaczynam przygodę od jeszcze w miarę taniej, jedynej w stałej ofercie wersji opatrzonej wiekiem, dziesięcioletniej. Pozostałe whisky z oferty Ardbega to różniste edycje specjalne o skomplikowanych nazwach.

Informacje ogólne:
Gatunek: szkocka whisky single malt
Region: Islay
Destylarnia: Ardbeg
Wersja: Ten Years Old
Maturacja: 10 lat
Alkohol: 46% 

Ekstremalnie jasna, bardziej biała (przezroczysta) niż żółta, lekko żółtawa, nawet nie słomkowa. W zapachu rządzi i dzieli absolutnie bezkompromisowy torf, dymny, słony, lekko jodynowy, cudownie wyrazisty; gdy pierwszy atak już przejdzie, a nos przyzwyczai się do torfu, wychodzą inne zapachy, jest trochę waniliowej słodyczy, ciepłego dębu, które dają dobrą kontrę; skropienie wodą łagodzi torf, kieruje zapach bardziej w stronę słodowo-dębową. W smaku również oczywiście dominuje dym, ale jest dość słodko, bardzo udana kompozycja. Finisz zaczyna się od niezwykle mocnego, wręcz zapierającego dech w piersiach walnięcia bardzo słonym, trochę podszytym morską wodą dymem połączonym z pieprznością, który przyjemnie skręca kubki smakowe; następnie wycisza się w fantastyczny sposób, łącząc ze sporą dawką karmelowo-miodowej słodyczy, po dolaniu wody trochę trawy i ekstremalnie gorzkiej czekolady - może odrobinę za prosta na genialną, ale wybitna whisky.

Przyznam, że liczyłem na odrobinę więcej, choć może to szaleństwo - ostatecznie to zaledwie dziesięcioletnia whisky i jak na ten wiek wynik jest wybitny, jeśli nie genialny. Może bardziej niż co do jakości zawiodłem się co do natężenia torfu - o ile jeszcze w zapachu było duże, o tyle w smaku jest mocno, mocno złagodzone sporą słodyczą. Jeśli chodzi o podstawowe wersje, to przegrywa tylko z dwa lata starszą Highland Park, i to nieznacznie.

8,5/10