wtorek, 26 grudnia 2017

Hausbrauerei Altstadthof: Ayrer's Bourbon Barrel Aged 51

Minęły dwa lata i jakiś tydzień albo dwa od mojej podróży do Norymbergi, gdy zwiedziłem browar i destylarnię Altstadthof i przytargałem do domu dwie butelki ich whisky. Do dziś żadnej nie otworzyłem, a pierwsze godziny wigilii 2017 roku wydały mi się odpowiednią okazją na jedną z nich - leżakowaną w beczce po bourbonie przez 3 lata. Jestem bardzo ciekaw, jak niemiecka whisky wypadnie na tle szkockich, japońskich, amerykańskich, irlandzkich. Jakob Ayrer, gwoli ścisłości, był norymberskim dramaturgiem i na jego cześć whisky destylowana przez browar jest nazwana.

Informacje ogólne: 
Gatunek: niemiecka whisky single malt
Destylarnia: Hausbrauerei Altstadthof
Wersja: Ayrer's Bourbon Barrel Aged 51
Maturacja: brak danych
Alkohol: 51,4% 

Lekko jasny bursztyn. Aromat jest czarowny i doprawdy pasuje mi do okazji: bardzo słodki od beczki po bourbonie, pełen pomarańczy, wanilii, karmelu. Nieco opalanego drewna, nieco innych owoców. Bardzo świeży, może nieprzesadnie skomplikowany i dostojny, ale bardzo przyjemny. Po dolaniu wody uwydatnia się drewno. W smaku nieco ostrzejsza, lekko dymna, bardziej drzewna, mniej słodka i owocowa, choć dalej występuje efekt pomarańczy w czekoladzie. Trochę mało się wyróżnia, ale jest bardzo poprawna, przyjemna, nie za ostra.




No no, jak na pierwsze podejście do whisky z kraju zupełnie z whisky niekojarzonego, to bardzo imponujące. Lepszy trunek niż niejeden szkocki single malt. Zabrakło mu trochę głębi w smaku do wyższej oceny, ale nie mogę się doczekać drugiej butelki z norymberskiego browaru, jaką przywiozłem.

7.5/10

środa, 6 grudnia 2017

Macallan Amber

Tak mi się losowania ułożyły, że dopiero trzeci raz w roku i pierwszy od lutego podchodzę do szkockiej whisky, czyli najważniejszego alkoholu na blogu. Destylarnia Macallan to jeden z reprezentantów Speyside, whisky ciesząca się opinią trunku o wysokiej jakości, ale też mimo wszystko przedrożonego i zadzierającego nos nieco za wysoko. Rzeczywiście, nie pamiętam wprawdzie dokładnej ceny tej butelki, ale była rażąco wysoka jak na niewiekowaną whisky. Jeśli więc nie będzie bardzo smaczna, to trochę mnie Macallan do siebie zrazi.

Informacje ogólne:
Gatunek: szkocka whisky single malt
Region: Speyside
Destylarnia: Macallan
Wersja: Amber
Maturacja: brak danych
Alkohol: 40%

Bursztyn raczej jasny, właściwie mogłaby się nazywać "Gold". Zapach odrobinę niemrawy, bardzo łagodny - siano, pomarańcze, ziemia, trochę obiecywanych kwiatów, słodkawe jabłka. Gdy się na nim skupić, ujawnia sporo niuansów, ale nie mogłem się oprzeć wrażeniu, że jest co nieco matowy. Z czasem się jednak otwiera i do wspomnianych doznań dochodzi przepiękny opalany dąb. W smaku jest już bardziej otwarta od samego początku - uderza bardzo przyjemną słodową słodyczą o proweniencji nieco czekoladowej i pomarańczowej, nieco karmelowej, nieco cukrowej, nieco jabłkowej. W każdym razie jest słodko (choć nie bez kontry), i bardzo łagodnie, prawie w ogóle nie pali. Na finiszu powraca bardzo fajne sianko, kwiaty, ziemistość i dochodzi nuta bardzo zbliżona do smaku cygara. 

Zaczynało się dość nieśmiało, ale szybko okazało się, że to bardzo interesująca whisky, wybitnie przyjemna i... bardzo pijalna. Łączy niecodzienną jak na destylat łagodność z intensywnymi doznaniami. Super sprawa, brakuje jej może jakiejś bożej iskry do wyższej oceny, ale snobistyczny Macallan naprawdę podbił moje serce.

8.5/10

piątek, 22 września 2017

Hausbrauerei Altstadthof: BockBierBrand Barrique

Drugie podejście do destylatu z piwa. Czy przedestylowanie nieco bardziej wyrazistego piwa i wlanie go do beczek nada temu alkoholowi szlachetności?

Informacje ogólne:
Gatunek: wódka z piwa
Kraj: Niemcy
Destylarnia: Hausbrauerei Altstadthof
Nazwa: BockBierBrand Barrique
Alkohol: 40% 
Cena: brak danych

Ładny bursztyn. Zapach jest bardzo osobliwy - pachnie mi to jak... mieszanka przypraw do mięsa z wiodącą rolą oregano i suszonej papryki. Sic. W połączeniu z alkoholem średnio to przyjemne. W smaku dużo lepiej - fajna dębowość, fajna słodycz od piwa, długi finisz dębowo-waniliowo-słodowy. Ale generalnie jest trochę ordynarnie.







Trochę lepsze od wersji bez beczki, fajne, ale ciągle nie jest to pasjonujący alkohol. Może kiedyś zmienię zdanie, ale póki co to tak jakby dowiedziałem się, czemu destylowanie piwa jest tak bardzo niepopularne.

6.0/10

Hausbrauerei Altstadthof: RotBierBrand

Dziś wjeżdża na bloga coś bardzo unikalnego. Jestem skłonny zaryzykować tezę, że alkohol tego typu jest w Polsce nie do kupienia. Destylat z piwa tudzież piwne brandy - niby wcale nie nic, na co bardzo ciężko byłoby wpaść, a jednak wysoce niepopularna rzecz. Ja mam okazję spróbować, jak coś takiego smakuje, dzięki podróży do Norymbergi, którą odbyłem już prawie dwa lata temu. Miasto to może się pochwalić imponującym browarem Hausbrauerei Alstadthof, który nieco bardziej niż jakością piw (są dobre, ale nie mistrzowskie) imponuje rozmachem przedsięwzięcia. Poza browarem mamy tam własny, klimatyczny pub-restaurację, dwa własne sklepiki, a w nich: piwa, musztarda na własnych piwach, ocet balsamiczny na własnych piwach, firmowe szkło oraz... whisky i destylaty z piwa, ponieważ browar posiada też własną destylarnię i własne pomieszczenie z beczkami. Powiem szczerze, że zazdroszczę mocno.

Na początek destylat z czerwonego lagera, nieleżakowany w beczkach, żeby poznać ten specyficzny typ destylatu na czysto. Szału się nie spodziewam (nie znam destylatu, który nie byłby nudny bez beczek), ale i tak płonę z ciekawości.

Informacje ogólne:
Gatunek: destylat
Kraj: Niemcy
Destylarnia: Hausbrauerei Altstadthof
Nazwa: RotBierBrand
Alkohol: 40% 
Cena: brak danych

Całkowicie przezroczysty destylat. Aromat jest zaskakujący - wyrazisty, bardzo mocno owocowy, a konkretnie jabłkowy; na drugim planie występują nuty zbożowe. Niezbyt skomplikowany, ale przyjemny, słodki, jest w tym jakieś bardzo dalekie pokrewieństwo z piwem. W smaku jest zupełnie inaczej, jest wytrawnie, gorzkawo, sucho i trochę pusto. Dopiero na finiszu powracają reminiscencje jabłkowe. Na finiszu bardzo dalekim ewidentne zboże. Nudno, nudno.

 
 
 
 
Zapach obiecywał coś ciekawego, wyszło jednak bezbarwnie. Widzę jednak potencjał na niezły alkohol po wlaniu go do beczki.

5.0/10

środa, 16 sierpnia 2017

Hiram Walker: Canadian Special Old

Z pięciu najważniejszych krajów produkujących whisky poznałem już pod tym kątem cztery - wszystkie poza Kanadą. Canadian Special Old, przynajmniej kiedyś jedyna whisky kanadyjska dostępna w Polsce, powstaje w bardzo starej (1858 r.), najstarszej działającej w Kanadzie (jedynej ponad stuletniej) destylarni Hiram Walker w Windsor, najdalej wysuniętym na południe cypelku Kanady, na drugim brzegu od Detroit. Przeważają w niej destylaty żytnie, uzupełniają kukurydziane i słodowe.

Informacje ogólne:
Gatunek: Canadian Whisky
Destylarnia: Hiram Walker
Wersja: Canadian Special Old
Maturacja: brak danych
Alkohol: 40% 
Cena: 65 zł

Jasny bursztyn. Aromat oleisty, ciężki, ładny, ale w sumie bliski przeciętności: dużo drewna, ale też nuty benzynowe i karmelowe. Może jakieś reminiscencje dymu, ale nieznaczne. W smaku jest już dużo lepiej - jest przyjemnie słodka, lekko pomarańczowa i może nawet minimalnie czekoladowa, bardzo drewniana. I niesamowicie łagodna, prawie w ogóle nie pali. Ciężko coś więcej napisać, przyjemna jest, ale i prosta straszliwie.





Fajna propozycja w przystępnej cenie. Można zrobić z niej drinka, ale można i pić na czysto, bo jest po pierwsze całkiem smaczna, a po drugie niewiele cięższa od drinka.

6.5/10

wtorek, 25 lipca 2017

Massenez: Poire Williams

Była śliwowica, wypadła tak sobie, może lepiej zaprezentuje się wódka z gruszek. W książce o alkoholach znalazłem pogląd, że te owoce są dość problematyczne do destylacji - gruszki mają mało cukru, mało kwasu i są delikatne, przez co trudno uzyskać wyrazisty alkohol. Moja butelka, spektakularna, w kształcie gruszki i z gruszką w środku, pochodzi z dużej destylarni z Alzacji (zupełnym zbiegiem okoliczności położonej ledwie 7 km od winnicy, z której parę dni temu piłem wyśmienite wino), w której wytwarza się również alkohole z wielu innych owoców - trochę mi się taka masówka nie podoba, ale prawdę mówiąc w 2013 roku, kiedy tę butlę kupowałem, żadnej innej wódki z gruszek nie znalazłem, a ta w sumie była bardzo droga jak na alkohol nieleżakowany w beczkach, więc może będzie bardzo dobrze.

Informacje ogólne:
Gatunek: wódka z gruszek
Kraj: Francja
Destylarnia: Massenez
Nazwa: Poire Williams
Alkohol: 40% 
Cena: 200 zł

Skrajnie jasna, prawie przezroczysta. Zapach jest piękny - to taka gruszka przetransponowana na mroczny świat alkoholu, zachowuje sporo z oryginalnych walorów tego owocu, ale są tu też walory destylacyjne, w tym przypadku bardzo korzystnie wypadające - swojski, ale elegancki, rzadkie połączenie. W smaku jest dość słodko i łagodnie, paleta aromatyczna właściwie się powtarza - gruszka, pieprzność, trawiastość, trochę przyjemnej naftaliny, jeszcze raz gruszka, raczej spokojny finisz. Przyjemne, choć niezbyt ciekawe.



No nie zajarają mnie chyba za bardzo takie alkohole, brakuje mi jednak bardzo beczek, aczkolwiek ten egzemplarz jest niczego sobie. Fajny, przyjemny, dostojny, owocowy, swojski - ale trochę za prosty, no. Tak za dwa-trzy razy mniejszą cenę to jeszcze tak, ale za taką kasę... no, przynajmniej jakaś odmiana.

PS O, teraz już można ją kupić za 80 zł. Szkoda, że nie poczekałem tych 4,5 roku. Za tę cenę to sensowny zakup.

6.5/10

sobota, 1 lipca 2017

Jack Daniel's Silver Select

Jack Daniel's Old No. 7, najpopularniejsza whiskey na całym świecie, pozostaje najgorzej przeze mnie ocenioną ze wszystkich próbowanych. Dziś okazja na zmazanie plamy przez tę gigantyczną destylarnię za pomocą znacznie bardziej ekskluzywnej wersji single barrel, określanej mianem Silver Select. W destylarniach, zwłaszcza tak ogromnych, sprawy szybko się zmieniają i o tej wersji, której butelkę kupiłem już chyba z pięć lat temu, ani słowa na oficjalnej stronie JD znaleźć się nie da. Info na opakowaniu jest takie, że Silver Select pochodzą z beczek leżakujących na najwyższych piętrach magazynu, przez co są narażone na najbardziej ekstremalne temperatury w ciągu roku. No fajnie, może stało się coś ciekawego z tą podłą łychą, jaką jest podstawka. Jeśli nie, to przynajmniej butelka jest absolutnie wspaniała.

Informacje ogólne:
Gatunek: Tennessee whiskey
Stan: Tennessee
Destylarnia: Jack Daniel's
Wersja: Silver Select
Maturacja: w świeżych beczkach, czas nieznany
Alkohol: 50% 
Cena: 270 zł

Bardzo ładny, głęboki bursztyn. Zapach jest dość prosty, ale też i bardzo ładny - totalnie nakierowany na drewno. No jest też trochę standardowego amerykańskiego węgla i kukurydzy, ale tutaj są jedynie ornamentami bardzo fajnego, ciepłego, miękkiego drewna. Po skropieniu wodą uwalnia się trochę słodkich owoców i jest jeszcze fajniej. W smaku trochę za ostra i dalej dość jednowymiarowa, ale w dalszym ciągu przyjemna zdecydowanie - połączenie intensywnych nut beczki ze sporą słodyczą. Podobnie jak w zapachu, po skropieniu wodą jest lepiej - mniej ostro, a za to bardziej interesująco, finisz robi się pomarańczowo-czekoladowy.

Różnica w jakości pomiędzy tym a podstawką jest nawet większa niż różnica w cenie. Silver Select to kawał dobrej whiskey, nic za co bym umierał, zwłaszcza że za tę cenę Szkocja stoi już otworem bardzo szerokim, ale naprawdę przyjemna jak cholera rzecz. I roztaczająca klimat.

7.5/10

środa, 31 maja 2017

Strykover Slivovitz Premium

Kolejna podróż na tereny, które są mi obce i poza tym jednym strzałem takie pozostaną. Wódki owocowe nieleżakowane w drewnie ekscytują mnie jednak na pewno bardziej niż czyste wódki zbożowe. Śliwki są jednym z najpopularniejszych owoców, z których destyluje się alkohol, co wynika z wysokiej zawartości cukru w tych owocach - któż przynajmniej nie słyszał o śliwowicy. Nie każdy destylat ze śliwek to śliwowica - to jego odmiana, wytwarzana w krajach słowiańskich i okolicach, przede wszystkim na Bałkanach, ze śliwek węgierek. Ja przetestuję śliwowicę polską i żydowską zarazem, produkowaną pod nadzorem Gminy Żydowskiej w Łodzi, mającą certyfikat koszerności.

Informacje ogólne:
Gatunek: śliwowica
Kraj: Polska
Destylarnia: Strykover
Nazwa: Strykover Slivovitz Premium
Alkohol: 72%

Leciutko zabarwiona na żółto, słomkowa. Zapach bardzo intensywny, trochę rażący swoją ostrością, ale całkiem przyjemny jak na destylat nieleżakowany w drewnie. Czuć w nim bardzo odległego ducha śliwki, takiego trochę pestkowego, ale nie tylko, bo jest wyraźna nuta słodyczy. Jako osoba z bardzo niewielkim doświadczeniem w kwestii destylatów z owoców chyba nie powiedziałbym od razu, że to destylat ze śliwek, ale wiedziałbym na pewno, że z owoców. Całkiem to ładne, choć dosyć proste i chyba średnio szlachetne. W smaku jest bardzo podobnie - "po prostu alkohol" plus dusza śliwek, objawiająca się bardzo subtelnie. Jak na 72% jest zaskakująco łagodne. Prosty alkohol, ale przyjemny.




Całkiem zgrabna rzecz jak na destylat, który nie leżakował w drewnie, choć trochę takie "można pić, ale można i nie pić". W jego cenie można kupić przyzwoitą whiskey, więc ja bym tam powiedział, że jednak nie pić.

5.5/10

wtorek, 25 kwietnia 2017

Fazenda Soledade: CanaRio

Czas na kolejny z tych trunków, które średnio mnie interesują, ale z którymi chcę się zapoznać ze względu na ogólne zainteresowanie alkoholem. Cachaça, krewniak rumu, destylat ze świeżo wyciśniętego soku trzciny cukrowej, to trunek, który bynajmniej nie mówi za wiele statystycznemu Europejczykowi, ale jest trzecim co do wielkości produkcji mocnym alkoholem na świecie po wódce i drugim niezbyt znanym u nas trunkiem - koreańskim soju. Cachaça równa się Brazylia - to niepodważalny destylat narodowy tego kraju, który produkował niedawno aż 1,3 miliarda litrów rocznie, z czego sam wypijał... 12,87 miliarda! Trunek ma długą historię, bo sok z trzciny cukrowej zaczęto destylować już na początku XVII wieku. Obecnie nie ma być może na świecie napoju alkoholowego, który byłby równie związany z jednym jedynym krajem - i to ze wzajemnością.

O tej konkretnej cachaçy, którą nabyłem, nie będę się rozpisywał. Gdy ją kupowałem, była to chyba jedyna dostępna cachaça w kraju. Jest produktem destylarni Fazenda Soledade, położonej niedaleko Rio de Janeiro. Sądzę, że to dość reprezentatywny egzemplarz dla zwyczajnej, nieleżakowanej w beczkach cachaçy. Tego typu cachaçę pije się raczej w drinkach, ale raczej ciężko byłoby mi dostać szlachetniejszą, więc czas poszerzyć horyzonty za pomocą czegoś takiego.

Informacje ogólne:
Gatunek: cachaça
Kraj: Brazylia
Destylarnia: Fazenda Soledade
Nazwa: CanaRio
Alkohol: 40% 

Bardzo słodki, cukrowo-roślinny aromat, który kojarzy mi się naturalnie w pierwszej kolejności z rumem. Jest tu jednak coś więcej, mianowicie intensywne oblicze owocowe - kojarzy mi się trochę z truskawkami, trochę z porzeczkami; ponadto ma taki drewniany, wręcz drzewny charakter, co zapewne jest zasługą trzciny cukrowej. Zapach jest naprawdę przyjemny. W smaku gorzej. O dziwo jest dość wytrawnie, wręcz sucho. I dość pusto i cierpko. Idzie w stronę tego drewna, ale nie jest to nic szlachetnego - ot, takie wióry. Na finiszu nie dzieje się nic ciekawego.





No nie oszukujmy się. Zapewne są cachaças, których picie na czysto to przyjemność, ale to nie jest jedna z nich. Lepszym wyborem będzie już czysta wódka i to wcale niekoniecznie pierwszej albo nawet drugiej klasy. Zapach okazał się zaskakująco miły i wręcz złożony, natomiast nie należy tego brać do ust w inny sposób niż w drinku. Nie żeby było to coś podłego, odpychającego, ale no smaczne nie jest. Zobaczę kiedyś, jak smakuje drink caipirinha, skoro została mi prawie cała butelka.

3.0/10

wtorek, 14 marca 2017

Wild Turkey Rare Breed

Wild Turkey 101 był pierwszym zdegustowanym przeze mnie bourbonem i póki co najlepszym. Dziś trunek, który ma wręcz obowiązek go pobić - doskonalsza wersja z tej samej destylarni. Bourbon nierozcieńczany wodą, a więc bardzo mocny, mieszanka destylatów o wieku od 6 do 12 lat. Ta butelka to chyba pierwsza butelka bourbonu, jaką kupiłem w życiu, cztery i pół roku temu. Do tej pory jej nie otworzyłem. Przez ten czas Rare Breed zdążył zmienić szatę graficzną i zawartość alkoholu, ma teraz 56,4%.

Informacje ogólne:
Gatunek: bourbon
Stan: Kentucky
Destylarnia: Wild Turkey
Wersja: Rare Breed
Maturacja: mieszanka bourbonów od 6 do 12 lat
Alkohol: 54,1% 

Cudowny, ciemny bursztyn. W zapachu bardzo słodko, cukrowo, waniliowo, dębowo, nieznacznie węglowo. Znajdzie się też trochę miodu, łagodnych kwiatów, może kandyzowanych owoców. Aromat stosunkowo standardowy dla bourbonu, ale wyjątkowo pięknie ułożony i zintensyfikowany. Z czasem jest tylko lepiej. W ustach robi się ekstremalnie drzewiasto, dębowo, a po przełknięciu następuje zmasowany atak słodyczy znanej już z zapachu. Jest harda, acz jak na 54,1% nie masakruje przesadnie. 




Choć 101 piłem dwa i pół roku temu, przypomniała mi się dość wyraźnie, czuć że to ta sama destylarnia. Rare Breed nie jest wcale miażdżąco lepsza, ale lepsza jest. A zatem na chwilę obecną to mój ulubiony bourbon. Ciężko nazwać ten trunek arcydziełem, ale jest świetny.

8.0/10

sobota, 11 lutego 2017

Aberfeldy 12 Year Old

Aberfeldy to destylarnia położona w samym środku Szkocji, powstała w 1898 r. na potrzeby producenta whisky mieszanej, znanego do dziś Dewara. Synowie założyciela biznesu, Johna Dewara, wybudowali ją w tym miejscu, bo dwie mile dalej urodził się ich ojciec. Można się tylko domyślać, czy sentyment zwyciężył teoretycznie bardziej opłacalne lokacje, czy jednak mieli w tym interes przyziemny. Jako ciekawostkę można przytoczyć, że w niewielkim miasteczku Aberfeldy posiadłość kupiła w 2005 r. J.K. Rowling.

Aberfeldy zaczynała jako destylarnia całkowicie poświęcona blendom, a zmieniło się to niedawno i w nie za potężnym stopniu. Single malty to wciąż poboczna działalność i nie ma zbyt wielu różnych whisky Aberfeldy. Podstawowa wersja to chyba ta oto dwunastka.

Informacje ogólne:
Gatunek: szkocka whisky single malt
Region: centralne Highlands
Destylarnia: Aberfeldy
Wersja: 12 Year Old
Maturacja: 12 lat w beczce po bourbonie
Alkohol: 40%  

Jasnobursztynowa, wpadająca w złoto. Zapach niesamowicie lekki, co nie znaczy bynajmniej że mało intensywny, i bardzo słodki. Słodki z trzech różnych stron - cukrowość, kwiaty, miodowość i wanilia z beczki po bourbonie. Ciężko tu mówić o jakimś genialnym aromacie, ale jest maksymalnie zgrabny i zachęcający. W ustach również bardzo łagodna, prawie nie piekąca, wchodzi w intensywne drewno i leciutki dym. Po tych dwóch obiecujących fazach finisz stanowi niestety rozczarowanie. Jest pusty, aż zatrważająco pusty. Woda z powiewem cukru i drewna, nie mówię że nie jest to przyjemne, ale tak niewyraziście...

Rozczarowanie, spore. Główną zaletą tego pozytywnego wprawdzie trunku jest jego łagodność i subtelność, no i może fajny zapach. W smaku pustka, z jaką się chyba jeszcze w single malcie nigdy nie spotkałem. Nie jest to taka pustka totalna, ale jak na standardy SM to mamy wodnistość. Z colą stanowiłaby ta whisky świetnego, bezinwazyjnego drinka, ale chyba nie po to kupuje się single malty, nawet takie relatywnie niedrogie.

6.5/10

niedziela, 22 stycznia 2017

Glendronach Allardice Aged 18 Years

Nowy rok zaczynam tak, jak kończyłem stary - szkocką, aczkolwiek dużo bardziej obiecującą niż Glen Grant bez podanego wieku. GlenDronach to destylarnia we wschodnich Highlands - tuż przy Speyside, ale już poza granicami Speyside. Założona została oficjalnie w 1826 roku, a jej nazwa oznacza dolinę jeżyn. Od 1960 roku przechodziła z rąk do rąk między kolejnymi korporacjami, obecnie jest w posiadaniu Billy'ego Walkera, właściciela również destylarni BenRiach. Glendronach ma mnóstwo różnych whisky w ofercie. Podstawowa seria obejmuje wersje 8, 12, 18, 21-letnie i bez wieku ("Peated"). Do tego cztery różne wersje ze specjalnym finiszowaniem i cztery limitowane, skrajnie luksusowe. Nie znalazłem ośmiolatki i dwunastolatki w sklepie, a od paru lat stoi u mnie osiemnastolatka, więc użyję jej. Została nazwana na cześć Jamesa Allardice'a, założyciela destylarni.

Informacje ogólne:
Gatunek: szkocka whisky single malt
Region: wschodnie Highlands
Destylarnia: GlenDronach
Wersja: Allardice Aged 18 Years
Maturacja: 18 lat w dębowych beczkach po sherry oloroso
Alkohol: 46%

Bardzo ciemna, pod odpowiednim światłem nawet brązowa. Bardzo słodki, bogaty, ciepły zapach, bardzo mocno instruowany przez sherry. Potężne ilości przepięknej dębiny, wanilia, cukier kandyzowany, owoce w cukrze, rodzynki. Totalnie słodowy, znakomity aromat. Skropienie wodą niewiele tu zmienia. W ustach bucha przepotężnym drewnem ze szczyptą dymu, jest znacząco słodka; zadziwiająco łagodna jak na taką moc. Pali dopiero przy przełknięciu, a następnie rozpościera arcydługi, intensywny, bogaty finisz słodowo-dębowy ze znów sporą widocznością sherry. Ze wskazaniem jednak na drewno, stare drewno. Skropienie wodą złagodziło ogień, ale nieznacznie odebrało jej wielkości, więc chyba polecam zostawiać w 46%.

Wielka whisky. Być może, że lepszej już w tym roku nie wypiję. Esencja szkockiej w wersji bez torfu. Wywołała we mnie lawinę wspomnień, a to w whisky niemniej istotne od smaku i aromatu. Przebiła nieznacznie rówieśniczkę z The Glenlivet, ale ląduje tuż za moim podium. Jeśli natomiast chodzi o whisky nietorfowe, to daje się wyprzedzać jedynie genialnej The Glenlivet Nàdurra 16 Year Old.

9.0/10